Na lotnisku.
Bianca wyskoczyła z samochodu.
– Quinn, daj mi kluczyki, możesz już jechać.
– Tak jest, szefowo.
Bianca wzięła kluczyki i przerzucała je między palcami. Potem weszła do środka.
Jak zwykły staruszek, Branson siedział na schodach w płaszczu.
Osobisty ochroniarz Bransona, Fred Jones, stał obok niego.
– Panie Erdman, czy to pani Sumpter? – Fred wskazał na smukłą kobietę w oddali.
Branson






