Mandy i Lorenzo wracali do Jadeitowego Grodu.
Podczas podróży stało się coś dziwnego. Zazwyczaj głośny i arogancki Lorenzo nagle zamilkł. Albo przyspieszał kroku, albo wpatrywał się przed siebie, pogrążony w myślach. Jakby wyczuwał, że na horyzoncie czai się coś złowieszczego.
Mandy poczuła się nieswojo. Choć nienawidziła jego nieustannego gadania, to i tak było to lepsze niż ta przejmująca cisza.






