Sterylne, oświetlone jarzeniówkami korytarze szpitala przypominały labirynt rozpaczy. Zofia siedziała, obejmując się kurczowo ramionami, wbijając paznokcie w przedramiona, jakby ból mógł ją uziemić w tej potwornej chwili. Niania Maj siedziała obok niej, dłonie trzęsły się jej na kolanach, a twarz, poorana łzami, była blada. Ronald, ze swoim zwykłym stoickim nastawieniem, stał oparty o ścianę, z za






