Hałas ucichł.
Jeden mężczyzna w sztruksowej marynarce głośno prychnął i wybiegł.
– Co za strata dnia – wymamrotał ktoś za nim. – Mogłem zostać w domu.
– Chodźmy. To była klapa.
Ludzie zaczęli się wykruszać.
Torebki zatrzaskiwały się. Marynarki zrzucano z krzeseł.
W ciągu kilku minut pokój opustoszał, zostaliśmy tylko ja i Ashton.
Gwendolyn zawahała się w drzwiach, rzuciła Ashtonowi jadowite spojrz






