– Hej, ty, stój!
Odwróciłem się i zobaczyłem Antoine’a Marchanda pędzącego po schodach sądu, z twarzą napiętą od gniewu.
Żeby wydać na świat takiego maminsynka jak Pierre Marchand, musiał mieć rodziców, którzy go okropnie rozpieszczali. Okazało się, że tym pobłażliwym rodzicem nie była jego matka, ale ojciec.
Godzinę wcześniej Antoine wpadł na salę sądową w otoczeniu prawników. To była absurdalna






