Jej oczy, przypominające oczy młodej sarny, zamrugały. Były czyste jak źródło, nietknięte pyłem.
— Czy ty mnie uwodzisz?
W jego głosie brzmiał gniew.
Mimo to Angeline oplotła ramionami jego szyję i bez lęku pogładziła jego twarz, chłodniejszą niż lodowa rzeźba. — Panie Ares, proszę na mnie spojrzeć.
Odwróciła jego lodowatą, przystojną twarz ku sobie. Wzrok Jaya mimowolnie spoczął u nasady jej szyi






