Jednak Marilyn sprowadziła go z powrotem do brutalnej rzeczywistości, uświadamiając mu, jak bardzo gorszy i nieznaczący czuje się w obliczu nieskazitelnej Angeline.
— Chodźmy. — Wziął Marilyn za rękę i szybko wyszli.
Gdy Jay odszedł, Josephine wyłoniła się z mroku. Jej współczujące spojrzenie podążyło za nim; mlasnęła językiem i westchnęła. — Jak tak dumny mężczyzna mógł skończyć z taką pospolitą






