Martha siedziała na kanapie jak skamieniała, a gniew w niej wciąż wrzał.
– Mamo – powiedział Carlisle, podchodząc.
Martha obrzuciła go lodowatym, pełnym pogardy spojrzeniem. – Nie mów tak do mnie. Teraz liczysz się tylko ty i ochrona tej uwodzicielki. Dla ciebie już nie istnieję.
Słysząc ten sarkazm w głosie Marthy, Carlisle zmarszczył brwi i usiadł obok niej.
Oparł się o kanapę i spojrzał na nią






