SAGE
Gdy zbliżaliśmy się do bram terytorium watahy, w powietrzu zawisła niepokojąca cisza. Nie było słychać wycia, nawoływań patroli, ani nawet zwykłych odgłosów życia, których można by się spodziewać po watasze. Cisza była ciężka, niczym gęsta mgła przygniatająca nas, utrudniająca oddychanie.
Przeskanowałam teren, mając nerwy napięte do granic możliwości. Coś tu było nie tak. Watahy słynęły z zac






