Czas płynie dziwnie. Z jednej strony całkowicie zamiera w mojej agonii, a z drugiej jakoś tak szybko mija, że ledwo zauważam, kiedy słońce osiąga zenit, a potem go przekracza i zaczyna opadać ku horyzontowi.
Jak… jak minęły te godziny?
Boże, jak je przetrwałam?
Przez cały ten czas, Jackson i mój ból dotrzymywali mi kroku. Staram się jak mogę, żeby przytulić się do niego, żeby być małą i nieznacząc






