Krzywię się, wślizgując przez drzwi jadalni na kolację, bo dobrze wiem, że jestem spóźniona i niedoubrana.
Ale śmieję się, próbując cicho domknąć za sobą drzwi, bo z zebranego grona rodziny wznosi się gromki okrzyk na moje powitanie, uświadamiając mi, że byłam kompletną idiotką, myśląc, że mogę po prostu… cichaczem wślizgnąć się do pokoju i udawać, że byłam tu cały czas.
– Przepraszam, przepraszam






