Kiedy otwieram oczy, wciąż jestem otulona ramionami Jacksona.
Ale nie jesteśmy w moim małym, prywatnym zakątku w akademii – siedzimy na krawędzi klifu, spoglądając na oświetlone księżycem morze. „Tu jest chłodno,” mruczy Jackson, z uznaniem spoglądając na scenerię. „Zawsze przychodziliśmy tu tylko jako wilki.”
„O nieeee,” jęczę, uderzając go pięściami w pierś. „Zasnęliśmy! Jacks! Tak mi przykro!”






