– Wygrałeś, wygrałeś – wzdycha Luca, pozwalając mi odrobinę zsunąć się w jego ramionach, aż stajemy twarzą w twarz. – To było niesamowite. Tak szybko się poprawiłaś. – Trąca mnie radośnie nosem. – Powinniśmy byli cię dawno zabrać na siłownię, Kruszynko.
– No cóż – wzdycham, opierając się ciężarem ciała o jego ramię i przeciągając leniwie ręce nad głową. – Gdybyśmy to zrobili, to ja stanęłabym na






