Zatrzymuję się na chwilę, by zapamiętać położenie żołnierzy wroga, zanim odkładam lornetkę, przyciągając do siebie broń. Gdy ustawiam się w pozycji do strzału i ponownie patrzę przez lunetę, szybko znajduję żołnierzy. Schodzą wąwozem w kierunku rzeki, nie fatygując się już, by być skrytym. Chyba, że odkąd narobili sporo hałasu, likwidując drugą drużynę, wiedzą, że bycie cichym nie ma większego sen






