Robię wszystko, co w mojej mocy, by oddychać cicho i równomiernie, gdy dwóch, a potem trzech kolejnych żołnierzy wroga wychodzi na mój płaskowyż. Przez liście krzaków, w których się ukrywam, wpatruję się w ich twarze, próbując dostrzec, czy któryś z nich to Wright, czy w czyichś oczach płonie przemoc, którą widziałem w nim tamtego dnia – pragnienie, by mnie zabić.
Ale nikogo z nich nie rozpoznaję






