– O rany – mówi Jesse, cofając się nieco od drzwi, wpatrując się w pokój. – Może powinienem… iść?
– Jesse – szepcze Marigold, wyglądając zza ramienia Jacksona, jej wzrok zatrzymuje się na moim kuzynie. Jesse uśmiecha się do dziewczynki, chyba bardzo zadowolony, że pamięta jego imię.
– Kto… – Jackson wzdycha, rozluźniając uścisk, gdy zdaje sobie sprawę, że to nie żadne wielkie zagrożenie, tylko kol






