"O Boże… o mój Boże," mówi Maryam, cofając się o krok, z szokiem wypisanym na twarzy. Przyciska dłoń do serca, kręcąc głową. "Ona… nie żyje? To… to jest straszne, kurwa…"
"Znałaś ją?" pytam, zbliżając się do Jacksona i spoglądając na Marigold, zastanawiając się, czy powinna to słyszeć.
"Ona była…" Maryam przygryza wargę, spoglądając to na mnie, to na Jacksa, to na dziecko – najwyraźniej rozumiejąc






