– Po prostu… mów jak najmniej, Iris – szepcze Nico, zerkając na mnie.
– Nie ma problemu – odpowiadam oschle.
Chichocze cicho i rusza naprzód, otwierając drzwi dla swojego Dona i Donny, wchodząc do środka.
W domu jest cicho, ale szybko znajdujemy ludzi. Przechodzimy przez hol i kierujemy się do kuchni, ale głos Gianny woła nas z salonu.
– Jesteśmy tutaj – mówi, jej słowa są napięte, może nawet drżą






