Frankie mocniej mnie obejmuje. – Iris, proszę cię.
– Frank – warczę, wskazując na prywatny samolot Giany. – To… to nie jest przypadek.
– Ty to załatwiłaś?! – wykrzykuje, patrząc na mnie z góry.
– Nie! – wrzeszczę, lekko go popychając. – Frankie, to jest jak… przeznaczenie! Interwencja! Wszechświat, czy cokolwiek, jakby… postawił ją tutaj!
– Bambi – jęczy Frankie, puszczając mnie i zakrywając twarz






