Pas startowy jest jaskrawo oświetlony, kiedy lądujemy. Król czeka, aż do niego dotrę. Moje ciało wciąż drży po tym, co robiliśmy. Wszędzie są strażnicy i uzbrojeni lykanie. Moje kolana się uginają, kiedy docieramy na dół, a on podnosi mnie, żeby przerzucić przez ramię na oczach wszystkich.
Oczywiste jest, że nie obchodzi go, że wiedzą, co knuliśmy. Słyszy kilka chichotów, kiedy Król zabiera nas do






