Jonas
James zatrzaskuje za sobą drzwi i zamiera, widząc mnie stojącego przy ścianie naprzeciwko niego. Wpatrujemy się w siebie, a on pierwszy odwraca wzrok. Wzdycha i próbuje iść w stronę schodów. Zatrzymuję go, a on prostuje ramiona, by spojrzeć mi w oczy.
– Co?
– Nie musiałeś jej o to pytać.
– Musiałem. Może ty powinieneś był ją o to zapytać. Nie rozumiem, jak możesz pozwalać jej sprowadzać jego






