Salon Elizabeth spowiła delikatna cisza, przerywana jedynie cichym gruchaniem niemowlęcia i łagodnym tykaniem antycznego zegara na kominku. Jej ręce lekko drżały, gdy wygładzała spódnicę, a dziesięciolecia skradzionego życia ciążyły w powietrzu między nimi.
– Musisz mieć tyle pytań – powiedziała Elizabeth, w jej głosie słychać było ciężar nieznośnej straty. – O to, co naprawdę się stało. O nią.






