– Jedź – rozkazał Damian, jego głos był zimny jak zimowa noc.
– Tak jest, szefie – odpowiedział Henry, przekręcając kluczyk w stacyjce i ruszając samochodem.
Droga powrotna wydawała się nieskończenie krótsza niż ta pełna męki jazda do magazynu. Widok Elary w jego ramionach był jednocześnie pocieszeniem i przekleństwem – była tutaj, żywa, ale ślady tego, co wycierpiała pod okiem Charlesa, wypaliły






