Podziemna cela była wilgotna, a powietrze gęste od smrodu pleśni i zardzewiałego metalu. Charles jęknął, gdy Jackson i dwaj ludzie Damiana wyciągnęli go z bagażnika. Jego bezwładne ciało ledwo było w stanie utrzymać własny ciężar. Damian stał w wejściu do celi, ze skrzyżowanymi ramionami, z wyrazem twarzy nie do odczytania, poza przebłyskiem wściekłości w jego oczach.
– Obudźcie go – rozkazał Dam






