Ranya chodził bez wytchnienia po swoim apartamencie na dachu, a jego zwykle opanowana postawa ustąpiła miejsca frustracji i zmartwieniu. W pokoju aż iskrzyło od napięcia, a atmosfera była gęsta od niepokoju. Valerie, Lynn, pan MacQuoid, Lena i Damian obserwowali go, wymieniając niepewne spojrzenia.
Bezlitosne tykanie zegara na ścianie tylko potęgowało mękę Ranyi. Zaciskał i rozluźniał pięści, pró






