Rozdział 228: Sutton
Gdy szliśmy przez oranżerię, podszedł do nas dżentelmen w wysokiej klasy garniturze. Ukłonił się, zwracając się do każdego z nas po imieniu. Był młodszy od mojego dziadka, ale wciąż w wieku, który można by nazwać zaawansowanym, ze szpakowatymi włosami, w których więcej było soli niż pieprzu. Linie na jego twarzy świadczyły o poważnym usposobieniu, a przynajmniej o nieustannie






