Rozdział 345: Lucas
Dźwięk cykad wypełniał nocne powietrze. Była to jedyna rzecz powstrzymująca mnie od nerwowych ruchów, gdy czekałem w ciemności. Wiedzieliśmy, że zanim Łowcy Świtu do nas dotrą, minie sporo czasu. Miałem jednak nadzieję, że zwiadowcy, których zostawiliśmy w pobliżu granicy, przyniosą nam do tej pory jakieś wieści.
Ledwie o tym pomyślałem, od razu to poczułem.
Moja dłoń powędrowa






