– Mace, trzymaj go – mówię, skinieniem głowy wskazując Theo. Mace błyskawicznie oplata ramionami jego wątłe ciało, podtrzymując go od tyłu i obracając twarzą w moją stronę.
Theo zamyka oczy, a ja unoszę dłoń nad jego posiniaczoną szyją. Wciąż nie mam stuprocentowej pewności, co robię, ale pozwalam, by prowadził mnie instynkt. Moja dłoń zaczyna płonąć, gdy skupiam się na naprawianiu tego, co zniszc






