languageJęzyk

Chapter 5: Tournament of Hart

Autor: Joanna's Diary21 maj 2025

Max podszedł szybkim krokiem do swojej strony eleganckiego, czarnego samochodu sportowego. Otworzył drzwi i jedną nogą był już w środku, gdy przypomniał sobie o Laurze. Stała z rękami opartymi na wąskich biodrach, czekając, aż Max otworzy jej drzwi. Szybko obszedł samochód i pomógł jej wsiąść. Ledwo usiadła, Laura obróciła się, żeby go pocałować, ale Max zatrzasnął drzwi.

– Co się z tobą dzisiaj dzieje? – zapytała Laura, gdy samochód ryknął i ruszyli aleją wysadzaną drzewami. – Nawet mnie nie pocałowałeś.

– Co? – Max spojrzał tępo w stronę Laury. – Och, mam dużo na głowie.

– Rozumiem – mruknęła Laura, przyglądając się swojemu nowemu chłopakowi. – Chyba też byłabym zła, gdyby znikąd pojawiła się dawno zaginiona przyrodnia siostra.

– Uhm – mruknął Max, machając do strażników w wartowni.

Powoli czarne wrota otworzyły się i para ruszyła w stronę charytatywnego turnieju golfowego. Max jechał w milczeniu, aż dotarli na pole.

– Możesz sprawdzić w schowku na rękawiczki, czy są bilety?

Laura otworzyła schowek i wyciągnęła dwa jaskrawo wydrukowane identyfikatory.

– Sama je zaprojektowałam – powiedziała z dumą, trzymając bilety w górze.

– Tak, wyglądają świetnie – Max w końcu uśmiechnął się do niej. – Sprzedano każdy jeden.

Parking był pełny, ale to nie powstrzymało Maxwella Harta przed znalezieniem miejsca. Woźny pomachał, a Max rzucił mu kluczyki.

– Delikatnie się z nią obchodź – zaśmiał się. Potem, pochylając się w stronę młodego woźnego, Max puścił oko: – Może będziesz musiał kilka razy objechać blok, zanim zwolni się miejsce.

Wszędzie byli reporterzy i gdy Maxwell Hart pomógł Laurze Sound wysiąść z samochodu, nieustanne klikanie aparatów było głośniejsze niż oklaski tłumu. Przez kilka minut Laura i Max pozowali i uśmiechali się, pozwalając mediom zrobić kilka dobrych zdjęć. W końcu Max wyciągnął Laurę ze światła reflektorów.

– Jesteśmy tu, żeby grać w golfa, a nie pozować – powiedział do jej nadąsanej miny.

W środku Laura zauważyła znajomego i puściła rękę Maxa. Posłała mu buziaka, idąc w swoją stronę imprezy. Ponad wszystkimi głowami w pokoju Max obserwował rudą czuprynę, zbliżającą się coraz bardziej.

Niebieskie oczy przeszukały pokój, aż odnalazły Maxa, a potem: – Max! W końcu dotarłeś, niczym na ostatnią chwilę!

Keith Hunter, właściciel Hunter Technology Company i najlepszy przyjaciel Maxwella Harta, górował nad wszystkimi w pokoju. Jego głos był równie zauważalny. Dobroduszny śmiech przeszedł przez pokój, a Max pomachał.

– Ruszaj się, eleganciku – droczył się Keith. – Start za piętnaście minut.

To był idealny dzień na golfa, a dwaj przyjaciele nadrabiali zaległości w życiu, obchodząc pole. Kiedy Keith musiał zrobić sobie przerwę po raz trzeci, żeby nałożyć krem przeciwsłoneczny, zadał Maxowi zwykłe pytanie.

– Co nowego i ekscytującego dzieje się w Hart Mansion?

– Zabawne, że pytasz – Max ustawił piłkę, uderzył i obserwował, jak leci idealnie w stronę następnego dołka. – Dowiedziałem się, że jedna z moich byłych macoch zmarła nagle, więc zadzwoniłem do mojej… ehm, pasierbicy, żeby złożyć kondolencje. Dowiedziałem się, że straciła pracę i została wyrzucona z domu z niczym, więc zaprosiłem ją, żeby zamieszkała ze mną.

Keith zatrzymał się w połowie zamachu.

– Co?

Max czyścił kij: – Tak, przyjechała dzisiaj.

– Poczekaj… co? Masz siostrę?

– Pasierbicę, a nasi rodzice byli małżeństwem tylko przez dwa lata.

Keith nadal się w niego wpatrywał. Max wskazał: – Zamierzasz uderzyć?

Rudy olbrzym odwrócił się i ponownie ustawił piłkę: – Masz siostrę.

– Miałem. To było dawno temu.

Keith uderzył. Uderzenie, choć wciąż imponujące, nie było tak dobre jak Maxa, co skłoniło Maxa do uniesienia brwi.

– Musisz się skoncentrować – uśmiechnął się.

Keith zignorował go: – Stary, wciąż próbuję otrząsnąć się z szoku. Dlaczego w ogóle zaprosiłeś ją do siebie? W rezydencji zaczęło się robić samotnie?

Max siedział już na siedzeniu kierowcy wózka golfowego i zaczął jechać, zmuszając przyjaciela do biegu i wskoczenia. Keith uderzył Maxa w ramię.

– No? Dlaczego to zrobiłeś?

Max westchnął: – Chyba zaprosiłem ją, bo wiedziałem, jak to jest być samemu i nie mieć nikogo po swojej stronie. Potrzebowała mnie.

Keithowi opadła szczęka: – To głębokie, stary.

Poprawiając swoje czarne włosy pod czapką, Max wzruszył ramionami: – Szczerze, Keith, nigdy tak naprawdę jej nie poznałem, kiedy byliśmy młodsi. Byłem trochę porywczy i zrobiłem wszystko, żeby nie być w domu. Nie pamiętam nawet, żebyśmy rozmawiali ze sobą w święta. Nie chciałem mieć z nią nic wspólnego.

– Chciałeś to naprawić? – zapytał cicho Keith.

– Tak – Max zatrzymał się przy następnym dołku, nagle przypominając sobie pełną gracji postać Georgii i jej przejmujące orzechowe oczy. – Chciałem to naprawić.

– A propos pań – Keith zaczął się uśmiechać, a Max wiedział, że jego przyjaciel próbuje poprawić nastrój. – Jak idzie z niesamowicie gorącą i krągłą panną Laurą Sound?

Max zamilkł, znajdując piłkę i ustawiając się do uderzenia: – Wszystko w porządku.

– W porządku? Och, och – Keith przewrócił oczami. – Już ci się znudziła? Przynajmniej z tamtą wytrzymałeś dwa miesiące.

Max podniósł wzrok: – Tamta była szalona.

Obaj się roześmiali.

– Nie, lubię ją. Jest zabawna i… ładna.

Keith uderzył i wrócił do wózka: – Nie słyszę: „O mój Boże, jest taka niesamowita i inteligentna! Chyba się zakochałem”.

Max skinął na Keitha, żeby wysiadł z siedzenia kierowcy: – Zobaczymy, jak długo to potrwa.

– Ej, stary – Keith spojrzał na przyjaciela, jego niebieskie oczy były poważne i spokojne. – Nie pozwól, żeby tradycja nieudanych związków twojego ojca stała się twoją. Jesteś dobrym facetem, po prostu wierz w siebie.

– Keith – Max zakończył uderzenie i wsiadł do wózka. – Jeśli mojemu ojcu nie udało się stworzyć związku, to ja nie mam szans. Był przystojny, bogaty i pracowity, a mimo to żadna kobieta z nim nie została.

– Nie jesteś swoim ojcem – Keith oparł się, gdy Max gwałtownie skręcił.

W tym momencie Maxowi zdawało się, że kątem oka widział jakąś postać w pobliskich krzakach. Uważając, że mu się przewidziało, pojechał dalej do następnych dołków. Na ostatnim dołku Keith stał przy wózku, gdy Max odwrócił się, żeby się roześmiać.

– To moje ostatnie uderzenie, stary. Wygląda na to, że skończy się jak zwykle!

Gdy podniósł kij do zamachu, rozbłysło kilka fleszy w krzakach: – O nie.

– Co do… nie martw się, ogarnę to – Keith odwrócił się w stronę dźwięku klikających aparatów. – Co wy robicie? Podczas tego wydarzenia nie wolno wpuszczać mediów na pole!

Chwytając żelazny kij, Keith przybrał swoją najbardziej szaloną rudą minę i ruszył zdecydowanie w stronę fotografów. Tuż przed krzakami zerwał się do biegu, wymachując kijem jak szaleniec. Rozległy się krzyki zaskoczenia i strachu, a kilku mężczyzn z aparatami wypadło z drugiej strony krzaków. Keith podążył za nimi przez drzewa, wracając minutę później, wciąż wymachując żelaznym kijem, ale także rozmawiając przez telefon z ochroną. Max wykonał swoje ostatnie uderzenie. Było perfekcyjne, hole in one.

– Można by pomyśleć, że na prywatnej imprezie nie trzeba będzie przynosić własnej ochrony – powiedział Keith do telefonu i rozłączył się.

– Jesteś po prostu zbyt gorący, mój człowieku! – zaśmiał się Max. – Serio, nie wiem, co bym bez ciebie zrobił. Jesteś absolutnie doskonałym przykładem skrzydłowego.

– Ej, ej… – Keith podniósł rękę. – Ja jestem jedynym i niepowtarzalnym skrzydłowym.

Max pokręcił głową i przewrócił oczami.

– Uderz. Możesz mi uścisnąć dłoń później.

Keith poprawił koszulę, wygładził włosy, poprawił czapkę i posłał buziaka swojemu najlepszemu przyjacielowi. Wykonując uderzenie, obaj mężczyźni wytężali wzrok, obserwując, jak mała piłeczka ląduje, odbija się i odtacz się od dołka. Z tłumu obserwującego wchodzących graczy rozległy się wiwaty. Keith uśmiechnął się i pokręcił głową. Max rozejrzał się po tłumie, ale nie zobaczył Laury.

Nie zobaczył jej ponownie, dopóki nie stanął, aby odebrać trofeum podczas rozdania nagród.

– Dziękuję bardzo. Ta nagroda będzie stała na moim biurku, aby przypominać mi o wspaniałych ludziach, których mamy w tym mieście. Tych ludzi, którzy każdego dnia ciężko pracują, aby pomóc tym, którzy mają pecha być bezdomnymi. Dziękuję za powitanie mnie w rodzinie zbierającej fundusze waszej firmy. Z pewnością to wynagrodzę. Kontynuujmy współpracę, aby znaleźć rozwiązanie. Z niecierpliwością czekam na udział w waszej kolejnej zbiórce funduszy.

Zauważył, jak Laura przewraca oczami na krótko przed oklaskami, ale jego myśli nie były przy jego towarzyszce. Myśli Maxa powróciły do jego gościa, Georgii Ross, i zastanawiał się, czy ona też o nim myśli.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Chapter 5: Tournament of Hart - Zakochać się w moim billionerskim przyrodnim bracie | StoriesNook