EPILOG
(Rok później)
RYAN
Nasz dzień ślubu obudził się jasny i słoneczny nad zapierającymi dech w piersiach brzegami Malediwów. Turkusowe wody lśniły w słońcu, rozciągając się bez końca ku horyzontowi. Delikatny szum fal i szelest palm sprawiały, że czułem się jak we śnie – śnie, który w jakiś sposób, niewiarygodny, był prawdziwy.
– Nie mogę uwierzyć, że się żenisz – szepnął Jack z kącika ust, gdy






