languageJęzyk
Zdobyć ostatniego szkarłatnego wilka-placeholderZdobyć ostatniego szkarłatnego wilka

Zdobyć ostatniego szkarłatnego wilka

Autor: Annalise

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 27 kwi 2026
64 Rozdziały
136.5K słów

„Mówią, że Szkarłatny Wilk to mit — zwiastun pokoju lub źródło ostatecznej potęgi. Ja chciałam po prostu być normalna. Ale legendy się nie ukrywają; one krwawią”. Przez pięć lat Elara Vane żyła jak duch. Gdy jej rodzime stado, Veridia, zostało zdziesiątkowane w brutalnym ataku renegatów, w którym zginęli jej rodzice, została zmuszona do ucieczki. Jej sekret? Jest Szkarłatnym Wilkiem, pierwszą przedstawicielką swojego gatunku, która objawiła się od ponad dwustu lat. Kiedy szuka schronienia w stadzie Szkarłatnego Szczytu, liczy na to, że uda jej się wtopić w tłum aż do ukończenia szkoły. Jednak w chwili, gdy jej spojrzenie krzyżuje się ze wzrokiem Kaelena, zabójczego i enigmatycznego Alfy stada, jej świat rozpada się na kawałki. Kaelen nie jest zwykłym wilkiem — to potomek starożytnych Wilków Strażników, któremu Bogini Księżyca przeznaczyła chronić szkarłatną linię krwi za wszelką cenę. Gdy zbliżają się osiemnaste urodziny Elary, jej moce budzą się, pozwalając jej manipulować emocjami otaczających ją osób. Ale nie tylko ona poczuła tę zmianę. Mroczny sabat wiedźm i bezlitosny król renegatów zaciskają pętlę, łaknąc potęgi drzemiącej w jej krwi — potęgi, którą zamierzają wyssać, dopóki nie zostanie z niej nic prócz wspomnienia. Czy Kaelen zdoła odnaleźć w niej swoją partnerkę i ochronić ją przed światem, który pragnie jej śmierci? Czy może ostatni Szkarłatny Wilk upadnie, zanim ich więź zdąży się naprawdę narodzić? „W wojnie starożytnej krwi miłość jest najgroźniejszą bronią ze wszystkich”.

Pierwszy rozdział

Siedziałam na łóżku, wzdychając. Patrząc na stosy prac domowych na biurku, wiedziałam, że muszę wstać i wziąć się do roboty. Mimo to, po prostu nie mogłam wykrzesać z siebie motywacji. Zbliżały się egzaminy końcowe w ostatniej klasie liceum i byłam zdeterminowana, by zakończyć ten rok z przytupem. Wiem, to straszny banał, ale po tym wszystkim, co zafundował mi ten ostatni rok, czułam, że muszę udowodnić samej sobie, że dam radę.

Związałam swoje długie, gęste, rude włosy w niski, niedbały koczek i zwlokłam się z łóżka, zdecydowana zacząć przynajmniej jeden z moich końcowych projektów. Poprawiłam koszulkę, która podwinęła się, gdy leżałam. Jak na dziewczynę byłam wysoka – miałam prawie 180 centymetrów wzrostu, więc większość ubrań była na mnie za krótka. Wielu chłopaków mówiło mi, że jestem piękna, ale nic to dla mnie nie znaczyło. Choć zdarzało mi się randkować, czekałam na swojego przeznaczonego. Jednak obecna sytuacja w niczym mi w tym nie pomagała. Usiadłam przy biurku, a mój wzrok padł na zdjęcie rodziny. Za każdym razem, gdy próbowałam tu pracować, ta fotografia mnie zatrzymywała. Nie wiem, dlaczego nie przeniosłam jej w inne miejsce, ale trzymałam ją na samym środku biurka, mając nadzieję, że zmotywuje mnie do nauki. Ale to nigdy nie pomagało. Zamiast tego napełniało mnie bolesnymi wspomnieniami z minionego roku.

Spróbowałam wrócić myślami do pozytywnych chwil, które towarzyszyły robieniu tego zdjęcia. Moja mama, brat i ja staliście przed domem watahy. To był piękny wiosenny dzień, podobny do dzisiejszego. Moja mama, Maeva, wyglądała na zdjęciu olśniewająco, jak zawsze. To po niej odziedziczyłam rude włosy i jasnozielone oczy. Obok niej stał mój brat, Bramwell. Wyglądał dokładnie jak tata – wysoki, ciemne włosy, krótko przystrzyżone po bokach i zawsze nieco zwichrzone na czubku. Miał głębokie, niebieskie oczy, od których dziewczyny mdlały. Mój tata, Darius, Beta watahy Veridia, robił nam to zdjęcie. Chciał upamiętnić osiemnaste urodziny mojego brata. Pamiętam spokój i szczęście, jakie czułam tamtego dnia, patrząc na tę fotografię. Następny dzień miał okazać się najgorszym dniem mojego życia.

Starałam się nie rozpamiętywać wydarzeń z ostatniego roku, ale zdjęcie zawsze przypominało mi o tym, co stało się nazajutrz. Próbowałam blokować te wspomnienia, ale ich fragmenty zwykle powracały i uderzały mnie prosto w pierś. Wciąż słyszałam krzyki matki, gdy zaatakowały rogue. Atak nastąpił bez ostrzeżenia. Tamtego dnia zginęło tak wielu... Alfa Torvald uratował mi życie, ale wielu innych poniosło śmierć, w tym moi rodzice. Zaczęłam płakać na wspomnienie tego, jak biegłam do mamy leżącej na ziemi. Trzymałam ją za rękę, gdy wydawała ostatnie tchnienie. Moja wilczyca, Lyra, płakała tej nocy razem ze mną. Słyszałam ją teraz, jak nuci w mojej głowie – zaczęła to robić po śmierci rodziców.

Otarłam łzę i spojrzałam na zadania. Zagłębiłam się w jeden z ostatnich projektów. Obiecałam sobie, że ukończę szkołę bez względu na wszystko. Mama i tata byliby ze mnie dumni, a ja byłam zdeterminowana, by to dokończyć. Pracowałam przez kilka godzin, aż w końcu zasnęłam przy biurku.

Obudził mnie głos mojej „kuzynki”.

– Elara, schodzisz na kolację? – Głos Lysy dobiegał z dołu schodów. Zawsze uważałam Lysę i jej mamę, Amarę, za rodzinę. Amara była najlepszą przyjaciółką mojej mamy. Nawet gdy obie znalazły swoich przeznaczonych, wciąż utrzymywały kontakt. Po śmierci moich rodziców Amara zaprosiła mnie do siebie. Początkowo odmówiłam, chcąc zostać ze swoją watahą i pomóc w odbudowie, ale zbyt wiele straciliśmy tamtego dnia. Dwa miesiące temu przeprowadziłam się do Lysy, Amary i Faelana.

– Już idę! – odkrzyknęłam. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo jestem głodna, dopóki nie otworzyłam drzwi, a zapach pieczonego kurczaka i ziemniaków nie uderzył mnie w nozdrza.

Zbiegłam po schodach, niemal potykając się w pośpiechu do kuchni. Kuchnia Amary zawsze była niesamowita.

– Jak idą projekty? – zapytała Amara z troską w głosie. Była zachwycająca – długie blond włosy i piękne błękitne oczy, ale to jej opiekuńcze serce czyniło ją jeszcze piękniejszą.

– Dobrze, tylko tyle tego jest. Nadrabianie zaległości z pierwszego semestru i próba dotrzymania kroku obecnemu to katorga, ale dam radę. – Odgarnęłam włosy i przyjęłam talerz, który podawała mi Lysa. Porcja była ogromna, ale zjadłam ją bez problemu. Wilkołaki mają znacznie większy apetyt niż ludzie, o czym zawsze muszę pamiętać, gdy wychodzę z moimi ludzkimi przyjaciółmi. Niejeden raz posłali mi dziwne spojrzenie, widząc ilość pochłanianego przeze mnie jedzenia.

– Chcesz iść dziś wieczorem na ognisko? To może być dobra okazja, by poznać więcej osób z watahy – zaproponowała Lysa z uśmiechem.

Westchnęłam. Przyznam szczerze, że unikałam tego. Wiedziałam, że muszę dołączyć do nowej watahy. Nie miałam zamiaru być rogue, zwłaszcza po tym, co spotkało moją rodzinę. Poznałam kilka osób z watahy w szkole, ale ponieważ była to szkoła dla ludzi, udawało mi się unikać zbyt wielu kontaktów. Alfa Kaelen był łaskawy, gdy zamieszkałam u Lysy, dając mi przestrzeń na oswojenie się i ukończenie szkoły. Alfa Kaelen i wataha Karmazynowego Szczytu mieli opinię silnych i zdecydowanych. Zaciekle chronili swoje ziemie i swoich bliskich. Mówiono, że Kaelen zabija każdego, kto zadrze z jego ludźmi, ale Lysa twierdziła, że jest też bardzo współczujący i walczy o swoją watahę. Objął przywództwo po niespodziewanej śmierci ojca podczas ataku rogue, gdy miał zaledwie siedemnaście lat. Pod okiem matki sprawił, że wataha rozkwitła w ciągu pięciu lat jego rządów. Wymagał posłuszeństwa i szacunku, i jedno i drugie otrzymywał. Lysa niemal mdlała z zachwytu, gdy o nim mówiła. Choć jeszcze go nie spotkałam, jej opisy wystarczyłyby, by zawstydzić dorosłego mężczyznę.

– Jasne, możemy iść – powiedziałam niechętnie.

„Lepiej mieć to już z głowy”, odezwała się Lyra. „Wiesz, że tęsknię za bieganiem. Dawno nie byłyśmy na zewnątrz. Jeśli poznamy innych, będą wiedzieć, kim jesteś i nikt nie zapyta, dlaczego czerwona wilczyca pędzi przez las”.

„Wiem. Masz rację”, odparłam. Maść Lyry była niesamowita – znacznie głębsza czerwień niż kolor moich włosów. Czerwone wilki były rzadkością. Choć kolor futra często przypomina ludzkie włosy, większość rudowłosych wilkołaków w wilczej formie przybiera odcień brązu. Wyjątkowość mojej wilczycy prowadziła do problemów w poprzedniej watasze. Tamtejszy Alfa nie pozwalał mi się przemieniać, chyba że w izolacji. Miałam też spięcia z innymi członkami grupy. Niektórzy samce wykazywali mną nadmierne zainteresowanie, co wywoływało mój dyskomfort. To również podsycało moją buntowniczą naturę – zawsze czułam, że muszę walczyć o siebie.

– Jej! Tak się cieszę, że idziesz! Chodźmy znaleźć coś do ubrania! – Lysa chwyciła mnie za ramię i pociągnęła na górę.

Potknęłam się za nią, próbując nie upaść. – Nie tak szybko! – krzyknęłam. Nie słuchała, ciągnąc mnie dalej po schodach.

– Dlaczego tak ci na tym zależy? – Puściła moje ramię, a ja wpadłam do jej pokoju.

– Nigdy nie wiadomo, kogo spotkasz na takich imprezach. Ja poznałam swojego chłopaka na ognisku rok temu. Musimy cię wystroić! – Zaczęła przeglądać szafę, wyciągając różne ubrania i rzucając je na łóżko.

– Po co miałabym kogoś poznawać? Jestem zupełnie szczęśliwa sama. – Usiadłam naburmuszona na łóżku, krzyżując ręce na piersi.

– Elaro, jesteśmy wilkami. Wiesz, że potrzebujemy bliskości. Posiadanie chłopaka jest naturalne. Nie mówię, że musisz od razu iść z nim do łóżka, wiem, że chcesz czekać. Ale świadomość, że komuś na tobie zależy, może ci bardzo pomóc. Martwię się o ciebie. Odkąd tu przyjechałaś, ciągle się izolujesz. – Spojrzała na mnie z wielką troską. Wiedziałam, że chce dla mnie jak najlepiej. Była dla mnie ogromnym wsparciem. Przyjaźniłyśmy się od lat, bo nasze rodziny często się odwiedzały.

– Wiem i doceniam to. Po prostu trudno jest żyć dalej po śmierci rodziców. Nawet nie wiem, gdzie jest mój brat. Zniknął po ataku. Nie wiem, czy go zabili, schwytali, czy po prostu uciekł. Myślę o nich każdego dnia. – Walczyłam ze łzami.

Odgarnęła kosmyk włosów z mojej twarzy i otarła samotną łzę, która wymknęła się spod powieki. Wypłakałam już tyle łez, że nie chciałam płakać znowu.

„Lysa ma rację, wiesz? Musimy przynajmniej wyjść do ludzi i spróbować kogoś poznać – choćby przyjaciół”, odezwała się łagodnie Lyra, nucąc mi w głowie. Gdyby nie ona, przegrałabym walkę ze smutkiem już miesiące temu.

„Wiem, wiem”, przyznałam jej rację. Posiadanie wilczycy w głowie miało swoje plusy, zwłaszcza gdy była tak wspierająca jak Lyra.

– No dobra, co tam dla mnie wybrałaś? – Uśmiechnęłam się do Lysy. Ta od razu podskoczyła do ubrań na łóżku.

Byłam wyższa od Lysy, więc pierwszą sukienkę zawetowałam błyskawicznie. Na niej była krótka, na mnie prawdopodobnie nie zakryłaby nawet połowy pośladków. Nie o taką uwagę mi chodziło.

Mój wzrok przykuła flanelowa sukienka. Miała kolor szmaragdowej zieleni z granatowymi akcentami. Choć była raczej jesienna, uwielbiałam ten kolor; wiedziałam, że podkreśli moje oczy i włosy.

– Chcę tę! – wskazałam. Miałam parę uroczych botków, które pasowałyby idealnie.

Lysa spojrzała na mój niedbały koczek i pokręciła głową. – Możemy coś zrobić z tymi włosami? Zawsze je związujesz, a są cudowne! – Sięgnęła za moją głowę i rozpuściła koka. Włosy opadły mi na ramiona, sięgając połowy pleców. Dzięki upięciu zyskały delikatne fale.

– Dziewczyno, z włosami nie musisz robić nic! Są boskie! Nałożymy tylko trochę błyszczyka i tuszu do rzęs. Nic więcej ci nie trzeba! – Podała mi kosmetyczkę, a ja zaczęłam w niej szperać.

– Nie zaszkodzi się rozejrzeć. Może chłopak to rzeczywiście nie jest taki zły pomysł – rzuciłam, oddając jej kosmetyczkę.

– No ba! Baw się dobrze. Korzystaj z życia. Nie ma powodu, by nie sprawdzić, co jest na rynku. Wiesz, że faceci robią to cały czas. Ty też możesz. – Lysa krzątała się po pokoju, chwytając szczotkę i upinając własne włosy.

Włożyłam sukienkę i buty. Musiałam przyznać, że Lysa ma świetne ciuchy. Wyglądałam w tym naprawdę dobrze. – I jak?

– Niesamowicie! – krzyknęła Lysa. Zawsze była taka głośna i pełna energii.

Lyra mruknęła w mojej głowie. „Chcę czekać na mate”, wtrąciła się.

„Wiem, Lyro. Czekam na naszego partnera. Ale to nie znaczy, że w międzyczasie nie mogę mieć chłopaka. Zresztą wiesz, że nie poczuję więzi, dopóki nie skończę osiemnastu lat, a to dopiero za kilka tygodni. Mogę przynajmniej znaleźć kogoś uroczego, z kim mogłabym się pościskać”. Lyra fuknęła na tę uwagę. Wiedziałam, że jej się to nie podoba, ale Lysa miała rację. Odrobina towarzystwa dobrze by mi zrobiła.

Czytaj