

Autor: Margaret Walsh
„Zasługujesz na śmierć”. Te słowa warknął mój przeznaczony, Julian, obejmując ramieniem moją przybraną siostrę, Vivienne. Byłam prawdziwą córką Watahy Obsydianu, zaginioną na piętnaście lat i wychowywaną przez Wyrzutków. Kiedy w końcu wróciłam do domu, myślałam, że moje koszmary dobiegły końca. Myślałam, że odnalazłam swoją prawdziwą rodzinę. Myślałam, że odnalazłam miłość. Ale się myliłam. Nie chcieli dzikiej, złamanej dziewczyny. Chcieli Vivienne – idealnej, słodkiej, fałszywej księżniczki, która ukradła moje życie, miłość moich rodziców, a w końcu mojego przeznaczonego. Gdy wrobiono mnie w zbrodnię, której nie popełniłam, moja własna rodzina odwróciła się ode mnie. Julian mnie odrzucił, zrywając naszą świętą więź, by uczynić swoją partnerką tę samą dziewczynę, która zniszczyła mi życie. Wygnana, poturbowana i pozostawiona na pewną śmierć w dziczy – myśleli, że to już koniec Elary. Mylili się. W otchłani mojej rozpaczy, w mojej krwi przebudziła się prastara, uśpiona moc – legendarny Biały Wilk. A z cienia wyłonił się Lucien, bezwzględnie potężny Alfa, którego sama obecność rzuca imperia na kolana. Nie dostrzegł we mnie złamanego wyrzutka. Zobaczył Królową. Zobaczył swoją prawdziwą przeznaczoną. Rzucili mnie wilkom na pożarcie, lecz powróciłam na czele watahy. Nie jestem już żałosną dziewczyną, błagającą o okruchy miłości. Wracam po wszystko, co mi odebrali. I tym razem Wataha Obsydianu pokłoni się swojej Prawdziwej Lunie.
Perspektywa Elary
„Przekazałaś Daphne, córce Alfy watahy Grimvale, fałszywe informacje. Zwabiłaś ją do Czarnego Lasu, a teraz leży w śpiączce po tym, jak została zmasakrowana przez Wyrzutków. Zasługujesz na śmierć”.
Zamarłam.
Julian – mój przeznaczony – stał przede mną. Jego głos przypominał lód, a oczy przepełniała pogarda. Za nim, wyglądając z bezpiecznego ukrycia za jego ramieniem, moja przybrana siostra Vivienne obserwowała mnie ze zwycięskim uśmiechem.
To ona to zrobiła. Wrobiła mnie.
Ale nikogo to nie obchodziło.
Daphne odnaleziono na skraju śmierci, jej ciało było zakrwawione i otoczone śladami brutalnej zasadzki Wyrzutków. Pozostawione ślady zapachowe wskazywały na jednego winowajcę – jedną z córek Alfy Gideona z watahy Obsydianu.
Wszyscy wiedzieli, że były dwie.
Jedną z nich była Vivienne, słodka, idealna córka wychowana pod czułą opieką Luny Celeste, przygotowywana do przywództwa w watasze, uwielbiana przez wszystkich.
Drugą byłam ja.
Jestem Elara.
Córka, która zniknęła piętnaście lat temu. Ta, którą wychowali Wyrzutkowie.
Trzy lata temu.
Wataha Obsydianu najechała naszą osadę Wyrzutków. Ich Alfa wszedł na polanę, wyłapał mój zapach i zamarł. Powiedział, że pachnę jak jego „mały wilczek”.
Zabrał mnie z powrotem.
I wtedy to stało się prawdą.
Miałam ojca. Matkę. Wysokiego, przystojnego brata Alfę – Ashera Sterlinga. Prawdziwą rodzinę.
Ale to nie ja byłam małą księżniczką.
Była nią Vivienne.
Dziewczyna, którą adoptowali, gdy zniknęłam. Dziecko zrodzone z Bet, o którym jasnowidzka powiedziała, że „uleczy” żal mojej matki. Została przyjęta jak własna, bezgranicznie kochana.
A kiedy wróciłam, nie chcieli wybierać.
Więc po prostu tego nie zrobili.
Byłam tolerowana. Duch w rodowej rezydencji. Imię bez swojego miejsca.
A co gorsza, byłam niekompletna.
Moja wilczyca – moje wrodzone dziedzictwo – ledwie się we mnie poruszała. Czasami czułam we krwi jej puls, niczym szept. Ale zazwyczaj spała. A to czyniło mnie słabą w ich oczach. Bezwartościową.
Kiedy więc kogoś trzeba było obwinić za cierpienie Daphne, wszyscy spojrzeli na mnie.
Bo Vivienne? Ona nigdy by tego nie zrobiła.
Ale ja? Hańba zrodzona wśród Wyrzutków, w połowie wilk? Oczywiście, że tak.
Odwróciłam się do Ashera – mojego brata.
Był pierwszym, który dotarł na miejsce ataku. Podążałam tuż za nim, w samą porę, by zobaczyć, jak się schyla, coś podnosi i niepostrzeżenie wsuwa do kieszeni.
Widziałam, co to było.
Kolczyk Vivienne.
Z tej samej, limitowanej na cały świat edycji, którą podarował jej, kiedy po raz pierwszy przeszła przemianę.
Wiedział.
Znał prawdę.
Patrzyłam więc teraz na niego z walącym sercem, z zaschniętym gardłem, błagając o zaledwie jedno słowo. Jedną prawdę. Odrobinę lojalności.
„Asher...” – Mój głos się załamał. „Ty też?”
Wpatrywał się we mnie, a przez ułamek sekundy dostrzegłam w jego oczach konflikt.
Potem wypuścił powietrze, spojrzał mi prosto w twarz i powiedział: „Nawet teraz? Wciąż kłamiesz, kiedy jesteś już praktycznie martwa?”.
Moje serce rozpadło się na kawałki.
Nie zdążyłam nawet zareagować, zanim Alfa Killian ruszył naprzód.
Jego but zderzył się z moim brzuchem, a ja przeleciałam przez podłogę jak szmaciana lalka. Ból eksplodował w moich żebrach, ostry i piekący, jakby każda kość w moim ciele została pęknięta na pół przez jego siłę Alfy.
Rozpaczliwie łapiąc powietrze, spojrzałam w górę – na mojego ojca, Alfę Gideona.
Stał nieruchomo z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a jego oczy były utkwione we mnie, jakbym była niczym.
Obok niego stała Luna Celeste. Moja matka.
Błagałam wzrokiem, niemo prosząc, by zrobiła krok naprzód. By coś powiedziała.
Zawahła się.
A potem odwróciła wzrok.
Nadszedł kolejny kopniak. Potem następny. Zwinęłam się w kłębek, nie ze strachu, lecz z rozpaczy.
„Wyślijcie ją do Wilkołaczego Więzienia, niech czeka na wyrok Wilkołaczego Sądu” – warknął Killian, a w jego głosie pobrzmiewał autorytet Alfy, który parzył moją skórę niczym kwas.
Dech zaparło mi w piersi.
Nie.
Wszystko, tylko nie to.
Nigdy nie byłam w Wilkołaczym Więzieniu, ale słyszałam opowieści. Tortury. Łańcuchy. Szaleństwo. Żadnego światła słonecznego. Żadnej litości.
Śmierć byłaby łaskawsza.
Dwóch wojowników chwyciło mnie za ramiona i zaczęło wlec po ziemi. Moje kolana tarły o brud, a w oczach stanęły łzy – nie z bólu, ale ze zdrady.
Ze strony Juliana.
Ze strony Ashera.
Ze strony nich wszystkich.
Wtedy Killian kucnął obok mnie i pochylił się, a jego oddech otarł się o mój policzek niczym odmrożenie.
„Dopilnuję, by tam w środku ktoś dobrze się tobą zaopiekował” – wyszeptał. „Za to, co zrobiłaś mojej siostrze”.
I właśnie w ten sposób umarła moja ostatnia nadzieja.