Dwóch strażników wymieniło niepewne spojrzenia, wyraźnie niezdecydowanych.
"Przepraszamy, panno Granger. Może zadzwoni pani do pana Lodge'a? Jeśli przyjdzie osobiście, żeby panią eskortować, z przyjemnością panią wpuścimy," powiedział jeden ze strażników.
"Wy…!"
Evelyn nie mogła uwierzyć, że ci dwaj ochroniarze mieli tupet, żeby się tak do niej odnosić. Nie mając wyboru, wyciągnęła telefon i wybra






