MARCUS
Nadszedł dzień spotkania. Byłem bardziej spięty niż kiedykolwiek. Nie mogłem nawet przełknąć śniadania, które przygotowała dla nas żona. Wypiłem tylko kawę. Wciąż spoglądałem na drzwi, zastanawiając się, gdzie jest Luke i modląc się, żeby się nie rozmyślił.
– Nie denerwuj się, będzie tutaj, ale proszę cię, kochanie. Pomyśl o tym, co mówiłam, nie musisz tak ryzykować życiem. – Żona się martw






