Ian obserwował ledwie dostrzegalny uśmieszek igrający na ustach Granta, a przez jego wnętrzności przeszył powolny, palący ból. W myślach już zdążył obrzucić tego mężczyznę najpodlejszymi słowami, jakie tylko zdołał wykrzesać.
– Myśl sobie, co chcesz. – Justin zignorował jad w spojrzeniu Granta, a jego kroki były niezachwiane, gdy mijał starszego brata.
– Naprawdę wierzysz, że masz sojuszników w za






