Tym razem zastrzyk nie przyniósł palącego bólu, który sprawiał, że życie było gorsze od śmierci.
Spierzchnięte wargi Yvonne zadrżały. Wpatrywała się w stojącego przed nią mężczyznę, a jej łzy spływały ciężkimi, cichymi strumieniami.
Jace odwzajemnił jej spojrzenie z równie głębokim wyrazem, a między nimi przepłynęło niewypowiedziane porozumienie. W tej chwili słowa były zbędne.
– Hugh… Dziękuję… –






