Madeline drżącymi lekko palcami uniosła dłoń i pogładziła się po policzku.
Gładkość z przeszłości już nie istniała. Pozostały tylko nierówne i szpetne blizny.
Pomijając niewielką ranę na czole i nienaruszone oczy, reszta, zwłaszcza boki policzków, była uszkodzona do tego stopnia, że nie dało się na to patrzeć.
Madeline ścisnęła uchwyt lusterka i zmusiła się do uspokojenia. Jednak żadna kobieta na






