Słowa na kartce były proste i wyjaśniały im dwie sytuacje.
[Ryan nie żyje.
[Jego prochy są w urnie.]
"Nie, jak to możliwe? Jak to Rye umarł, tak po prostu? Jak to mogą być prochy Rye’a?"
Twarz pani Jones była biała jak papier, a jej oczy wypełniał przerażenie. "Nie! Kto to tu przyniósł? Dlaczego robią nam takie żarty?"
Zapytała służącą z emocjami. Służąca również była zaskoczona.
"Młody Pan nie ży






