Vanessa
Wstrzymując oddech, odsuwam się od lustra, zwiększając dystans między mną a Carmellą.
Ona z drwiącym uśmieszkiem zdejmuje okulary i kpiąco kręci głową.
– Długo ci zeszło, żeby zorientować się, że to ja – mówi.
Na jej widok czuję taki niepokój, że sztywnieją mi ramiona, choć tego nie okazuję.
– Śledziłaś mnie przez cały ten czas? – pytam.
– Nie bądź śmieszna. – Przewraca oczami, kładąc dłoń






