Wszyscy, wraz z futrzastymi przyjaciółmi, instynktownie spojrzeli w górę.
Simon stał na ganku.
Tego dnia nie miał na sobie munduru. Zamiast tego ubrał nienaganny, kruczoczarny garnitur o gładko skrojonych, ostrych ramionach i idealnie dopasowanej talii.
Jego sylwetki, hartowanej latami na froncie, garnitur nie zdołał okiełznać; wręcz przeciwnie, sprawiał, że materiał zdawał się mieć własną, ostrą






