languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: Aeliana Moreau 3 lis 2025

*TESSA*

– Gdybyś miała maniery, nie nastawiłabyś mojego ojca przeciwko nam – warknęłam, wstając.

Przez tyle lat… Mój ojciec nie patrzył na mnie, jakbym była jego córką.

Zamiast tego wpatrywał się we mnie jak w obcą osobę.

Kiedy byłam młodsza, moja matka nie była w stanie zapłacić za moje czesne i poszłam do niego po pomoc, ale mnie wyrzucił.

A boli mnie bardzo, że Anna wiedzie tak dobre życie. Ona nawet nie jest jego biologiczną córką!

Teraz… ja również go odsunęłam.

Dawno przestał być moim ojcem.

– Patrick, jak ona może się do mnie tak odzywać?! – zapłakała Cassie.

Mój tata zerwał się na równe nogi. – Zacznij odnosić się z szacunkiem do mojej żony! – zagrzmiał i uderzył mnie w policzek.

To było niespodziewane i upadłam na podłogę.

– Nie powinno do tego dojść, Patrick – warknął wujek Wilson, podchodząc do mnie.

– Jak śmiesz dotykać mojej córki?! – krzyknęła moja mama.

– Zasłużyła sobie – wtrąciła Anna, śmiejąc się.

Oślepiał mnie gniew.

Tracąc panowanie nad sobą, wstałam i podniosłam kilka talerzy z jedzeniem, rzucając nimi w mojego ojca… nie… on nie jest moim ojcem… Patricka, Cassie i Annę.

Ich ubrania były poplamione, a ja uśmiechnęłam się, widząc, jak ciska we mnie pioruny.

– Ty mała… – Patrick próbował uderzyć mnie ponownie, ale wujek Wilson go powstrzymał.

– Dość!

– Jesteś okropną córką! Jaka córka atakuje własnego ojca?! – krzyknęła Cassie.

Eleanor i moja mama pociągnęły mnie na swoją stronę.

– Ty to zaczęłaś. Nie mogłaś po prostu przetrwać wieczoru bez wywoływania kłopotów? – zapytała mama Cassie.

– Nie mogę uwierzyć, że mam taką córkę – wypluł Patrick.

Przewróciłam oczami.

Ja też nie mogę uwierzyć, że mam takiego ojca.

Byłam bardzo zadowolona z tego, jak brudno wyglądał teraz Patrick i jego rodzina.

Ale wtedy moje serce ścisnęło się, gdy zauważyłam, że Declan wciąż tam siedzi, obserwując całą tę dramę.

Chciałabym, żeby go tu nie było.

Chciałabym, żeby nie musiał widzieć, jak zjebana jest moja rodzina.

Zaczęłam się wstydzić, więc szepnęłam do mojej mamy.

– Ja… ja muszę iść. – Z tymi słowami pospiesznie opuściłam salę.

Skrzyżowałam ramiona, gdy natychmiast uderzył we mnie chłodny wiatr na zewnątrz.

Zaczęłam iść, próbując złapać jakąkolwiek taksówkę, która przejeżdżała, ale nie miałam szczęścia.

Mój policzek palił, a łzy szczypały mnie w oczy.

Szybko mrugałam, starając się, żeby nie spadły.

Nie żałuję tego, co zrobiłam dziś wieczorem.

Nie pozwolę się zastraszyć rodzinie mojego ojca.

Cieszę się, że postawiłam ich na swoim miejscu, ale jednocześnie nie mogłam powstrzymać smutku.

Chciałabym, żeby moja rodzina była inna.

Chciałabym, żeby moje życie było inne.

I łzy popłynęły.

Pociągnęłam nosem, gdy zaczęły mnie boleć stopy.

Kiedy wreszcie życie potoczy się po mojej myśli?

Nagle obok mnie zatrzymał się samochód.

Spojrzałam w bok i zobaczyłam opuszczoną szybę, a za nią Declana.

Zmarszczyłam brwi.

– Wsiadaj – rozkazał.

Wsiadaj?

Nie jesteśmy w jego firmie i nie muszę przyjmować od niego rozkazów.

A poza tym nie wiem, jak mam mu spojrzeć w oczy po tym, co się dziś wydarzyło.

– Nie jest tu łatwo złapać taksówkę – naciskał.

Zignorowałam go i szłam dalej.

On z kolei zaczął jechać powoli za mną.

Serio?

O co mu chodzi?

– Chyba nie jesteś na bieżąco z wiadomościami. Gdybyś była, wiedziałabyś, że ostatnio na tej ulicy doszło do kilku przypadków gwałtu i morderstwa… a najgorsze jest to, że… morderca robi wszystko, żeby go nie aresztowano.

Strach chwycił moją duszę.

– Baw się dobrze, wracając do domu – powiedział i odjechał.

O nie!

Powinnam była przełknąć dumę!

Powinnam była wsiąść do jego samochodu.

Rozejrzałam się, nie mając odwagi zrobić kolejnego kroku.

Nawet jeśli życie było dla mnie trudne… wciąż nie chcę umrzeć…

Życie jest piękne, jakkolwiek na nie patrzeć.

O Boże.

Zobaczyłam jego samochód zatrzymany z przodu, a potem cofnął i zatrzymał się obok mnie ponownie.

Tym razem nie musiał nic mówić.

Obiegłam samochód i szybko otworzyłam drzwi pasażera.

Wsiadłam i zapięłam pasy.

Postanowiłam nie patrzeć mu w twarz… jestem pewna, że ma na niej arogancki wyraz.

Podałam mu swój adres i wpisał go do GPS.

Podróż była dość cicha.

Położyłam rękę na policzku, zastanawiając się, dlaczego to kurwa wciąż boli.

Nie mogę uwierzyć, że mnie uderzył, bo jego żona go do tego nakłoniła.

Wkrótce samochód zatrzymał się przed moim mieszkaniem.

– Dziękuję, panie Hudson – odpięłam pasy.

– Nie ma za co. Po prostu nie mogłem pozwolić, żeby mój pracownik spotkał swoją ewentualną śmierć, kiedy mogłem ją uratować.

Zacisnęłam zęby.

Czy o śmierci można mówić tak nonszalancko?

– Nie musi się pan martwić. Planuję żyć, aż będę stara i siwa. – Wyszłam i trzasnęłam jego drzwiami.

A potem odjechał.

Po co komu przystojna twarz, skoro jest taki wredny?!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki