languageJęzyk

Rozdział 7

Autor: Aeliana Moreau 3 lis 2025

*TESSA*

Kiedy weszłam do domu, zastałam moją siostrę i matkę siedzące na kanapie.

Okazało się, że na mnie czekały.

– Tessa, gdzie byłaś? Martwiłam się… nawet nie odbierałaś telefonów – zaczęła moja mama.

Westchnęłam i powoli usiadłam.

Byłam wyczerpana.

– Jak wróciłaś do domu? – zapytałam, ciekawa.

Ja nie mogłam nawet złapać taksówki, a ona dotarła do domu przede mną.

– Kiedy wyszłaś, musiałam pożegnać się z Wilsonem, więc poprosił swojego kierowcę, żeby mnie podwiózł.

Przytaknęłam ze zrozumieniem.

– Co się stało z twoją twarzą? – zapytała moja siostra, Ashley.

– Tata mnie uderzył.

– Co?! – wykrzyknęła Ashley. – Dlaczego… jak… – Wybiegła pospiesznie z salonu.

– Nie bierz tego do serca, Tessa. Powinnaś była zignorować Cassie zamiast…

– Serio próbujesz usprawiedliwić to, co zrobił?

– Kochanie…

– Masz… weź to – Ashley wróciła, podając mi worek z lodem.

– Dzięki – wymamrotałam.

– Mówię tylko, że gdybyś zignorowała wybuch Cassie, to…

– Wtedy poczułaby jeszcze większą potrzebę, żeby nas poniżać. Naprawdę musisz odciąć się od tego słabego punktu, który masz dla taty. On nas nienawidzi! Jesteśmy dla niego dosłownie obcymi ludźmi!

Łzy paliły mnie w oczy.

Nienawidzę tego, jaka jest moja matka.

Słaba… jest taka cholernie słaba.

Gdybym była nią, jedyne, co czułabym do mojego ojca, to nienawiść, ale jestem prawie pewna, że ona nadal ma go w sercu.

To było takie irytujące.

– On nadal jest twoim ojcem – jej głos się załamał i naprawdę nie chciałam kontynuować tej rozmowy.

– Idę spać.

************

Weszłam do mojej sypialni, przygnębiona, i opadłam na łóżko.

Cieszyłam się, że jutro jest weekend…

Moje myśli były rozproszone i nie miałam pojęcia, jak dam radę w pracy.

Położyłam się na plecach, wpatrując się w sufit i zastanawiając się, kiedy w końcu będę szczęśliwa i nie będę się o nic martwić.

Prawie godzinę później ktoś zapukał do moich drzwi i weszła Ashley.

– Nadal boli cię policzek?

Usiadłam i wymusiłam uśmiech.

Zawsze chciałam być tą, która dźwiga problemy świata… nie ona.

Więc zawsze upewniam się, że wszystko ze mną w porządku, dla jej dobra.

– Już mi dobrze.

Powoli usiadła obok.

– Nie pozwól, żeby cię dołowali, siostra. Nie są tego warci.

Przytaknęłam i zgodziłam się. – Masz rację.

– To, co powinnaś teraz robić, to znaleźć dobrego faceta.

Przewróciłam oczami. – Nie… Po Marcusie myślę, że miłość nie jest dla mnie.

– Nie mów tak. Musisz po prostu szukać dalej, a mówiąc o szukaniu… mama kazała mi ci powiedzieć, że znajomy pokazał twoje zdjęcia profesorowi. Chciałby się z tobą wkrótce spotkać.

Prychnęłam. – Powinnam była wiedzieć, że cała ta rozmowa o chłopaku zmierzała do tego.

Chwyciła mnie za rękę. – Ja też jestem w to zaangażowana z mamą. Po prostu go sprawdź. Kto wie? Może to ten jedyny.

Zachichotałam. – Co ty wiesz? Powiedz jej, że się zastanowię. Chcę się trochę przespać – odpowiedziałam, znowu kładąc się na łóżku.

Czy naprawdę powinnam znowu wchodzić w świat randek?

Nie wszyscy mężczyźni mogą być jak Marcus.

I tak oto tydzień później zastał mnie w restauracji naprzeciwko mojej randki.

Miał na sobie granatowe spodnie, białą koszulę i okulary.

Wymieniliśmy uprzejmości i nazywał się Edgar Duke.

Złożyliśmy zamówienie i zaczęliśmy jeść.

Ale po prostu nie czułam żadnych dobrych wibracji ani nie widziałam siebie z nim ponownie.

Postanowiłam zrobić złe wrażenie, żeby nie chciał mnie więcej widzieć.

– Czy mogę zadać ci kilka pytań?

Uśmiechnął się. – Jasne.

– W jakim rodzaju domu mieszkasz?

Może postrzegać mnie jako materialistkę, zadając takie pytanie na naszej pierwszej randce.

A w moich zapiskach mężczyźni nienawidzą materialistek.

– Jestem właścicielem dupleksu i kompleksu apartamentów. Mieszkam w dupleksie, mając nadzieję, że kiedyś będę mógł go z kimś dzielić, a kompleks apartamentów jest dla najemców.

Nie wydaje się wcale urażony moim pytaniem, więc naciskałam dalej.

– Czy posiadasz Ferrari?

Jego uśmiech pogłębił się. – Mam Mercedesa i Land Rovera, ale mogę kupić Ferrari, jeśli tego chcesz.

Przełknęłam ślinę.

To nie idzie tak, jak planowałam.

Dlaczego nie jest obrzydzony moimi pytaniami?

– Nie mam dobrze płatnej pracy w porównaniu z twoją i mam naprawdę zły temperament – kontynuowałam.

– To nie ma znaczenia. Co do temperamentu, jestem pewien, że każdy ma swoje wady.

Ugh!

Więc postanowiłam powiedzieć mu wszystko o sobie, żeby go na stałe odstraszyć.

– Jesteś profesorem. Jesteś bogaty i przystojny. Mężczyźni tacy jak ty nie powinni być z kobietami takimi jak ja.

– Co z tobą nie tak? – zapytał, wyglądając na szczerze zdezorientowanego.

– Nie mam dobrych relacji z moim ojcem. Mieszkam z moją matką i siostrą, o które się troszczę. Mój były chłopak mnie zostawił, ponieważ według niego nie jestem wystarczająco delikatna i kobieca.

– Coś jeszcze? – dopytywał.

Na jego twarzy wciąż widniał uśmiech.

Potrząsnęłam głową i powoli sączyłam sok.

Powinien się teraz wycofać.

– Jesteś całkiem zabawna, Tessa. Szczerze mówiąc, nienawidzę randek w ciemno, ale kiedy zobaczyłem twoje zdjęcia. Byłem zafascynowany twoim pięknem i naprawdę chciałem cię poznać. Na razie mogę powiedzieć, że nie chcesz tego ciągnąć dalej, ale możemy być przyjaciółmi, prawda?

Uśmiechnęłam się i przytaknęłam. – Tak.

Opuściłam gardę i odbyliśmy bardzo zabawną i przyjemną rozmowę po tym.

W końcu podobała mi się ta randka i byłam cała uśmiechnięta, kiedy upierał się, żeby mnie odwieźć do domu.

Stałam przed restauracją, czekając, aż przyprowadzi swój samochód z parkingu.

– Tessa?

Słysząc moje imię, spojrzałam w bok i zobaczyłam Ethana Bascona… mojego przełożonego w pracy.

– Dobry wieczór, kierowniku – pozdrowiłam.

W tym momencie Declan wyszedł z restauracji z mężczyzną w średnim wieku.

Moje usta się rozchyliły…

Jeśli jest ktoś, kogo nienawidzę spotykać… to on.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki