Anna i Natalie podążyły za mnichem w głąb klasztoru.
Klasztor znajdował się w ustronnym miejscu, a sam budynek wydawał się nieco podupadły. Było tam niewielu ludzi – zaledwie kilku mnichów zamiatających ziemię i modlących się. Było to dość ciche miejsce.
Po około dziesięciu minutach marszu mnich zatrzymał się przed celą modlitewną i zapukał do drewnianych drzwi.
„Mistrzu”.
„N-Nereusie” – dobiegł z






