Gdy tylko Perry próbował podejść, drogę zagrodzili mu postawni ludzie Florence.
W obliczu kilku osiłków jego determinacja zachwiała się, a nogi zadrżały ze strachu. Mimo lęku nie chciał zaprzepaścić szansy i zebrał się na odwagę, by za nią zawołać, choć głos drżał mu z niepewności.
Ona jednak nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem i po prostu wsiadła do czekającego pojazdu, całkowicie go ignorując.






