Polinski był kompletnie oszołomiony. Wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu wykrztusił tylko: "Cóż, gratulacje. Mam nadzieję, że wam się ułoży".
Stracił apetyt. Szybko się pożegnał, wziął kakao na wynos i wyszedł.
Miał teraz nowy powód do zmartwień. Musiał zdecydować, czy powiedzieć o tym Dicksonowi, czy nie. Mógł sobie tylko wyobrazić, jak bardzo Dickson byłby zaskoczony.
Co za bałaga






