Oddech Beatrice przyspieszył.
Próbowała się wyrwać Sloane.
Ale uścisk Sloane zdawał się być z żelaza. Nie mogła się uwolnić.
Z przerażeniem zwróciła się do Archera o pomoc i zawołała żałosnym głosem: „M—Mój Królu, proszę, przemów jej do rozsądku! Jestem kandydatką na Lunę! Ona nie może mnie tak bezcześcić…”
„Gówno mnie obchodzi, kim jesteś!” – warknęła Sloane. „Odpowiedz na moje pytanie!”
„Straże”






