Hector nie odpowiedział. Tyczał się po podłodze, a jego pomarszczone rysy wykrzywił grymas agonii.
– Nic nie powiesz? Zatem uznam twoje milczenie za przyznanie się do winy! Czy to naprawdę byłeś ty?
Caitlin kopnęła go, a wściekłość wrzała w jej wnętrzu. Gdyby nie miała jeszcze niezałatwionych spraw, skończyłaby z nim właśnie tutaj.
– Nie… nie bij mnie… proszę, puść mnie… błądziłem… przepraszam…
–






