Pod osłoną swoich podwładnych Chris udał się na drugie piętro kliniki. Sam dyrektor placówki odprowadził go na pobranie krwi.
Chris rozglądał się nerwowo, wciąż obawiając się ogona.
Nie ma tu nikogo od Goldów. Chłopaki mają rację; Goldowie nie zwróciliby uwagi na tak mały zakład.
Z jakiegoś powodu nawet to logiczne zapewnienie niewiele pomogło w uciszeniu strachu w jego sercu.
„Proszę usiąść, pani






