Perspektywa Hank’a
Otworzyłem drzwi z uśmiechem na twarzy, myśląc, że to Ryder, ale radosny wyraz natychmiast zgasł, gdy zobaczyłem, kto naprawdę stoi na progu.
To był mój ojciec. Powoli moja twarz stężała w grymasie, którego nie zamierzałem ani ukrywać, ani łagodzić.
– Czego chcesz? – zażądałem odpowiedzi, nawet nie udając, że rozważam zaproszenie go do środka. Oparłem się o futrynę, mrużąc oczy.






