– Dopóki sprawa mojej licencji nie zostanie rozstrzygnięta, nikt tutaj nie będzie przyjmował nowych spraw – władczy głos Rowana niósł się echem po sali konferencyjnej, przykuwając uwagę każdego z obecnych pracowników. Jego przenikliwe spojrzenie omiotło pomieszczenie, podkreślając powagę wypowiadanych słów.
Z tyłu uniosła się dłoń. – Panie Vane – zaczął niepewnie jeden z młodszych współpracowników






